Zapisy na wyjazdy

Różne Joga dziwa robi

Różne Joga dziwa robi

Z pierwszej polskiej encyklopedii (XVIIIw.):

JOGA – człowiek, co sztukę zwaną jogą uprawia. Wielce ci on lubi źwierza wszelkiego małpować.

Jak krowę widzi, to tak se nogi zaplecie, że krowi pysk udaje, a w on cas krowę, co stoi w wielkim osłupieniu, łatwiej mu wydoić. Zaś jak węża uźrzy, że wszystkie ludzie gonią w bok, to on się na ziemi ułoży, a węża udaje, posykuje, że wąż sam ucika. A jak ptaka obaczy, żurawia jakiegoś, to se na jednej nodze stanie, ręce rozpostrze, a że sam ptak w locie się zatrzymie, a na ziemię ląduje, co by sie bliżej przypatrzyć owej poczwarze. A joga ci stoi nieruchomo jak towarzysz pancerny, jeno bez rynsztunku, i czeka. Zaś kiedy żuraw osłupion jaje zniesie i oczy w słup postawi, Joga mu je podbierze i sam wysiaduje, co bardzo lubi. Tedy se siedzi na jaju,a dycha z rzadka. Powietrze se długo trzymie, coby dla każdego starczyło.

Bywa, że zapomni dychać i se lekko drzymie, dopiro, jak się ptaszek wykluje i go dziubnie, to się włocknie.

Jogi górach ci żyją wysokich, a jak na przełęczy wysokiej wspólna droga im wypadnie i mało tam miejsca, to nie na nogach, a na głowie stają i facecyje prawią, co bardzo ich kontentuje. W dobry humor wprawieni jeszcze się okręcają tak, że głowa w jedną a nogi w drugą stronę patrzą.

Kobiet zażywają. Siedzi Joga, jeno dziurkę uchyli, a winniczka wypuści i ceka, aby go któraś dosiadła. A jak się zespoli, to trąbką nektar żeński spija, co się amritta zowie, chowając go na cas, gdy niewiast blisko nie będzie.

Pojadają Jogi jedynie korzonków, bulw, olpuchów, a bobu lubią wielce. Jak taka Joga poje, a cuje, że go wzdymie, to on u dołu zawrze, a gazu nie puści, wdech tęgi powietrza zrobi, a gardło zatka językiem, niby korkiem. Jak gaz z dołu i powietrze z góry się spotkają, to Joga pęcznieje i lekko z ziemi się unosi, a jak wiatru dostanie, to się i przemieszcza. Lewitacyją to się zowie.

Różne Joga dziwa robi. Ale to ludzie dobre są, a jak ukontentowani w kupie się zbiorą, to buczą cicho jak pszczółki. A miłe ci to dla ucha, jeno miodu z tego ni ma.
Ks. Benedykt Chmielowski  „Nowe Ateny” t. I Wyd. 1746 r.

Namaste,
Bodzia Matulaniec
JogaBo.. warto!