O oporze przed praktyką jogi

Judith Hanson Lasater
GORĄCY BUDDA, ZIMNY BUDDA 

Zaangażowanie się w praktykę jest poświadczone przez twą gotowość do bycia obecnym na macie, cokolwiek by się właśnie działo. Nieważne, jak trudne miałoby to być by dowlec się na zajęcia jogi pod koniec ciężkiego dnia, nieuchronnie czujesz się lepiej, kiedy jest po wszystkim, płynnie wychodząc ze swoją matą starannie zwiniętą pod ramieniem. W tym momencie, niewyobrażalne może się wydawać, że kiedykolwiek znowu mógłbyś opierać się praktyce. Ale jakimś sposobem, nawet następnego ranka po wspaniałych zajęciach jogi, opór by praktykować, może wzrosnąć.

Możesz doświadczyć zmagań w myślach, kiedy leżysz w łóżku, próbując zdecydować czy i kiedy wstać i wejść na matę do tego pierwszego Psa z głową w dole. To doświadczenie oporności nie jest tylko współczesnym fenomenem będącym plagą naszej nadmiernie zatłoczonej kultury. Poprzez historię jogi, studenci zmagali się z tym, co dokładnie znaczy praktykować, z tym, czym jest dyscyplina i jak przezwyciężyć powracający opór by ćwiczyć.
Bardzo wcześnie, w swych klasycznych Joga Sutrach, Patanjali dostarcza kilku wersów które odnoszą się wprost do tych pytań. Po zdefiniowaniu jogi jako „powściągnięcia poruszeń umysłu” (I.2) i opisaniu podstawowych kategorii tych poruszeń, mówi „Kontrola nad poruszeniami umysłu pochodzi od wytrwałości w praktyce i niezważania” (I.14). Te dwie myśli przewodnie – abhyasa ( wytrwałość w praktyce ) i vairagya (wyrzeczenie, niezważanie ) – nie są tylko kluczem do przezwyciężenia twojego oporu; są one także kluczem do jogi. Na powierzchni, abhyasa i vairagya mogą wydawać się przeciwieństwami: Praktyka wymaga ćwiczenia woli, podczas gdy niezważanie wydaję się bardziej mieć znaczenie poddania. W zasadzie jednak są one dopełniającymi się częściami jogi, jedna wymagająca drugiej dla pełnego wyrazu.

PIELĘGNUJ WSPÓŁCZUCIE
Abhyasa jest zwykle tłumaczona jako „praktyka”, ale niektórzy tłumaczą ją jako „stanowczy wysiłek” albo, co ja wolę określać jako „dyscyplinę”. Niestety, istnieje kilka słów odrzucających tak bardzo jak właśnie „dyscyplina”. Przywołuje to wspomnienia bycia zmuszanym do siedzenia na stołku przy pianinie przez 30 minut i ćwiczenia bez względu na wszystko. W naszych umysłach możemy kojarzyć dyscyplinę z karą. Ale rodzaj zdyscyplinowanego wysiłku, który Patanjali rozumie przez abhyasę, bardzo różni się w znaczeniu od siły, a nawet przemocy, które ludzie kojarzą ze słowem „dyscyplina”.
Dla mnie, dyscyplina nie jest czymś co forsuję na sobie. Jest czymś co pielęgnuję i co wzrasta we mnie jako rezultat dwóch rzeczy: mojej czystości intencji i mojego zaangażowania.
Czystość intencji wymaga abym poświęciła czas, by rozpatrzyć i zrozumieć czemu właściwie służy moja praktyka jogi. Czy chodzi o rozciąganie moich ścięgien podkolanowych, czy o przemianę mojego życia? Czy używam praktyki, by mieć zdrowsze i bardziej atrakcyjne ciało, czy by rozwijać potrzebę uważności, tak by moje myśli nie powodowały dłużej moim życiem? Może chcę obojga. Koniec końców, posiadanie zdrowego ciała nie jest bezwartościowym celem. W każdym razie, ważne że stajemy się tak czyści jak to możliwe; do punktu, w którym jesteśmy w stanie zapisać czego chcemy od naszej praktyki jogi. Po czasie, oczywiście, to może ulec zmianie. Kiedy zaczynałam robić jogę, myślałam, że nie byłam zainteresowana „tymi duchowymi rzeczami”. Wydawało mi się, że robiłam jogę tylko po to, by pomóc wyleczyć mój artretyzm. Ale od moich pierwszych zajęć poczułam się głęboko natchniona pełnią nauk jogi.
Aby zmniejszyć swój opór przed praktyką spędź trochę czasu z tym pytaniem o czystość. Na kilka chwil przedtem jak wejdziesz na matę, zapytaj się czemu służy twoja praktyka jogi dziś. Niech twoja uwaga padnie najpierw na czystość, nie na akcję. Czy twoja odpowiedz prowadzi cię by wybrać praktykę będącą fizycznym wyzwaniem, czy też tą odpoczynkową, będziesz bardziej obecny z tym jeśli działasz z pozycji czystości. Kiedy praktykujesz z czystości, zmniejszasz czas, który spędzasz złapany w wątpliwości i pytania. Z energią bardziej skoncentrowaną, prognozuję, że będziesz bardziej zadowolony ze swej praktyki – a zatem, po pewnym czasie twój opór się zmniejszy.

POZA CZYSTOŚCIĄ
Podczas gdy czystość jest jednym z niezbędnych składników abhyasy, drugim równie ważnym składnikiem jest zaangażowanie. Patanjali stwierdza w wersie 13, że wytrwałość w praktyce – którą nazywam dyscypliną – jest wysiłkiem by ustabilizować stan, w którym poruszenia umysłu są ograniczone.
W tych czasach, wydaje się, że wielu ludzi jest zakłopotanych w związku z koncepcją zaangażowania się. Na przykład, czasami docierają do mnie głosy ludzi, którzy mówią że zaangażowaliby się w formę małżeństwa, gdyby wiedzieli jak to się rozwinie. Lecz to właśnie sugeruje, że nie zrozumieli naprawdę co oznacza poświęcenie się. W istocie rzeczy, jeśli znasz wynik danego działania na jego bardziej zaawansowanym etapie, nie wymaga to wielkiego zaangażowania się. Tym, co sprawia że twoje zaangażowanie w praktykę jest zaangażowaniem jest fakt, że nie wiesz do końca co z tego wyjdzie, ale mimo to ciągle wybierasz to jako najlepszy kierunek działania.
Joga jest praktyką nie tylko działania, ale także obserwacji i wiary. Kiedy obserwujemy nasz opór przed praktyką, lecz potem wybieramy by działać mimo wszystko, nasza praktyka staje się wyrazem naszej wiary w jogę – wiary która pochodzi w dwójnasób, z naszych przeszłych doświadczeń i ufności, że nasza praktyka podtrzyma nas kiedy skaczemy w nieznane.
Tak więc ćwiczę nie wiedząc co z tego wyjdzie. Jak mówi Patanjali w wersie 14, tworzenie mocnej podstawy w praktyce wymaga wysiłku podtrzymanego w czasie. Poświęcenie się praktykowaniu oznacza, że praktykuje jeśli jest to dla mnie łatwe i praktykuje jeśli jest to dla mnie trudne. Jeśli jestem znudzona, praktykuję; Jeśli jestem entuzjastyczna, praktykuję; Jeśli jestem w domu, praktykuję; Jeśli jestem na wakacjach, praktykuję. Jest takie powiedzenie w Buddyzmie: Jeśli jest gorąco, bądź gorącym Buddą. Jeśli jest zimno, bądź zimnym Buddą.
To jest konsekwencja i determinacja w praktyce, którą Patanjali ma na myśli kiedy mówi o abhyasie. Na początku, ten podtrzymany wysiłek może być aktem woli, aktem ego. Ale kiedy kontynuujemy praktykę, sama w sobie tworzy ona impet, który napędza nas poprzez trudne chwile strachu i znudzenia.
Świadectwem tej konsekwencji w poświęceniu się jest wola, by stanąć na macie i być obecnym na to, cokolwiek pojawia się w twojej praktyce. W praktyce nie chodzi tylko o to, by osiągnąć jakiś określony fizyczny, czy emocjonalny cel. Faktycznie, jeśli ćwiczysz swoją czystość, poświęcenie i wiarę – jeśli wybierasz by praktykować – już osiągnąłeś wiele z celów jogi.
ĆWICZ NIEPRZYWIĄZYWANIE SIĘ
By naprawdę osiągnąć ten rodzaj poświęcenia i stałości, który Patanjali nazywa abhyasą, musimy ćwiczyć drugą działalność, o której wzmiankuje w wersie 12: vairagya, lub nie przywiązywanie się. Patanjali opisuje vairagyę jako stan, w którym kandydat nie pożąda dłużej którykolwiek spośród ziemskich obiektów, bądź osiągnięć duchowych. Vairagya może być również pojmowana jako wyrzeczenie , poddanie się i puszczenie. Ślepe puszczanie nie jest jednak vairagyą. Pierwszym elementem składowym tej praktyki musi być mądrość rozróżniania.
Pojęłam tę lekcję bardzo jasno jednego dnia w tramwaju. Świeża od uczenia, świetnie się czując, z myślami wypełniającymi mnie współczuciem. Wsiadłam do tramwaju na przejażdżkę do domu. Czułam się pełna miłości i łaski i promieniałam do każdego wokół mnie. Nagle bardzo pijany mężczyzna słaniając się w przejściu, pochylił się nade mną ze złośliwym uśmiechem i wyzionął mi alkoholem prosto w twarz. Nigdy mi się to wcześniej nie zdarzyło. Może nie byłam tak pełna miłości i współczucia jak myślałam; pełna osądów, wzdrygnęłam się i odwróciłam. Nauczyłam się, że nie byłam tak otwarta i kochająca, jak sobie to wyobrażałam – a także, że być może tramwaj nie był najlepszym miejscem by „trzymać wszystkie moje czakry otworem”. Wszechświat dał mi po prostu małą lekcję na temat rozróżniania.

Praktyka rozróżniania prowadzi do następnej części vairagyi: zrozumienia różnicy pomiędzy uznaniem a akceptacją. Wiele lat temu, w jakiś sposób doszłam do wniosku, że praktyka puszczania jest akceptacją wszystkiego dokładnie takim jakie jest. Teraz mam odmienną perspektywę. Nauczyłam się, że są pewne rzeczy, których nigdy nie zaakceptuję: lżenie dzieci, tortury, rasizm, rozmyślne niszczenie środowiska, nieludzkie traktowanie zwierząt, by wymienić kilka. Jakkolwiek, jeśli zamierzam praktykować – i żyć – z czystością, muszę uznać, że te rzeczy istnieją i nie żyć w stanie wyparcia się.
Paradoksalnie, kiedy żyję z głębokim uznaniem tego co jest, wówczas i tylko wówczas mogę żyć w czystości, mogę wybierać moje działania i puszczać owoce mojej pracy, stając się zachwycająco zatracona w procesie działania z współczucia. Jeśli tylko zaakceptuję rzeczy takie jakimi są, mogę nigdy nie wybierać by łagodzić moje cierpienia i cierpienia innych. Ta, tak zwana akceptacja w rzeczywistości jest zadowoleniem z siebie przebranym za duchową praktykę.
Słyszałam, że jest to określane „współczuciem idioty”. Oznacza to oferowanie przebaczenia i akceptacji bez rozróżniania. Nie zdołanie pociągnięcia złodzieja do odpowiedzialności za jego przestępstwo nie jest właściwym zastosowaniem vairagyi; Możemy współczuć jego cierpieniu i wciąż wymagać by spędził czas w więzieniu. Nasze współczucie tylko wtedy jest prawdziwe i wartościowe, kiedy będzie służyło zmniejszeniu cierpienia. Kiedy porzucimy nasze poglądy na temat tego jaki świat powinien być, uznając zamiast, że jest właśnie taki jaki jest, możemy pracować z serca współczucia by łagodzić cierpienie i by służyć innym (i nam samym) w najwyższym możliwym znaczeniu.
Tylko przez dostrzeganie i uznawanie tego co jest, możemy dokładać starań zdeterminowanym wysiłkiem abhyasy w sposób, który nie ucieka się do siły, czy wręcz przemocy przeciwko nam samym i innym. Kiedy leżę w łóżku, opierając się praktyce, zamiast obwiniać się za swą niechęć, mogę zebrać obie, vairagyę i abhyasę. Kiedy tam leżę, mogę oczyścić moje intencje i ponownie zogniskować swoje zaangażowanie; Mogę uznać mój stan oporu, bez akceptacji go; wreszcie, mogę dokonać wyboru, by puścić przywiązanie do rezultatu mojej sesji praktyki.
Mogę także puścić moje wątpliwości, strachy, niemoc i zmagania i puścić się do mojej czystości, siły, determinacji i wiary w proces jogi. I mogę przypomnieć sobie, że żadna ścieżka przez życie nie może być wolna od trudności. Bardziej niż próbując unikać trudności, mogę wybrać, które wyzwanie chcę podjąć: wyzwanie zmiany i rozwoju, czy wyzwanie pozostania tam gdzie właśnie jestem. Czy raczej wolałabym zmierzyć się z trudnościami, które mogą wzrosnąć w mojej praktyce, czy z trudnościami pozostawania w oporze i życia bez pozytywnych efektów mojej praktyki?
Jeśli przywołam to wszystko do umysłu, prawdopodobnie wstanę z łóżka, stanę na macie, i będę cieszyć się swoją praktyką – i o tyle mniej będzie prawdopodobne, że poczuję opór kiedy obudzę się jutro.’

Judith Hanson Lasater, Ph.D., P.T. – nasza nauczycielka jogi regeneracyjnej
Artykuł ukazał się w Yoga Journal, December 2002
Tłumaczenie: Mateusz Stańczak www.jogastanczak.com
Na zdjęciu Judith Hanson Lasater i Bodzia Matulaniec podczas warsztatów jogi regeneracyjnej w Londynie, 2015r