Oddech…

…Świadomy oddech przyszedł do mnie z góry. Gdy jako dwudziestoletnia dziewczyna, w palącym słońcu, zdobyłam Slavkovsky Stit, oczom moim ukazały się oszałamiająca panorama Tatr oraz siedzący na skale strasznie stary taternik (musiał mieć ze 40 lat). Żałowałam potwornie, że nie mam aparatu fotograficznego, bo tu taka widoczność! Pocieszył mnie on, że jeśli będę patrzeć uważnie, robiąc przy tym trzy głębokie oddechy, widok ten zapadnie we mnie już na zawsze. I tak się stało – zamykam teraz oczy i widzę ten przestrzenny obraz.

Minęło kolejne 20 lat i oto zajmuję się oddechem zawodowo. Zostawiłam duszną pracę w korporacji, aby cieszyć się przestrzenią, jaką stwarza mi robienie tego, kocham. Pracuję z pasją, co przynosi mi też finansowy spokój. Do teraz też, ilekroć mnie coś zachwyci, np. ceglana czerwień domów w moim mieście, patrzę na nie i robię trzy długie wdechy i wydechy.

Uważny oddech pozwala mi zauważyć chwilę, która właśnie trwa ? oto robię wdech, oto robię wydech – żyję. To jest bardzo prosty sposób na osadzenie się w tu i teraz, trudne jest tylko pamiętanie, aby to robić. Dlatego, gdy jeżdząc po mieście zatrzymuję się na czerwonym świetle, nawykowo już wykorzystuję tę chwilę na obserwację oddechu (bo nawyki, jak wiadomo, czasu nie zajmują).

Obserwowanie swojego oddechu ułatwia mi kontakt z samą sobą, dzięki czemu moje relacje z innymi stają się głębsze. Stanowi on również dla mnie dodatkową informację na temat tego, co tak naprawdę się dzieje – coraz częściej słucham tego, co mówi mój oddech (czy płynie, czy może robi się płytki), a mniej tego, co podpowiada głowa. Oddech dotąd mnie nie zawiódł, podczas gdy tzw. racjonalne decyzje podejmowane z głową, ale ignorujące sygnały płynące z innych części ciała, każdorazowo z czasem okazywały się błędne.

Wydłużanie wydechów pozwala mi uspokoić się w stresujących sytuacjach, np. podczas porodu. Dziewięć lat praktykowania jogi zaprocentowało idealnie w tym jakże ważnym wydarzeniu – oddech sam mnie prowadził, pozwalał zredukować ból skurczy porodowych i przynosił wytchnienie w przerwach między nimi. To było to! I oto w czerwcu ubiegłego roku pojawiła się w moim życiu mała córeczka Olga, która okazała się wybitną nauczycielką cierpliwości. Gdy czuję, że jeszcze moment, a wyjdę z siebie, zatrzymuję się na chwilę, robię kilka powolnych oddechów i znów kocham ją nad życie. Świadome oddychanie jest narzędziem nie do przecenienia – pozwala zwolnić i osadzić się w teraźniejszości, a to jest dla mnie podstawą szczęśliwego życia.

Namaste,
Bodzia Matulaniec
JogaBo…warto!

PS. Powyższy tekst ukazał w najnowszym numerze magazynu Zielone Miasto To mi daje oddech.